krakow24.info

Otwórz w oddzielnym oknie

Młodzi krakowianie bez szans na własne M

Są po studiach, pracują, zakładają rodziny i chcą mieszkać na swoim. Choć są wykształceni, mają stabilne zatrudnienie, bardzo często nie mają najmniejszych szans na zaciągnięcie kredytu hipotecznego. Nie pomaga im w tym nasze państwo. Są pozostawieni sami sobie.

Mateusz i Kasia mają po dwadzieścia parę lat. Ślub wzięli ponad rok temu, za kilka dni zostaną rodzicami. Problem mają właściwie tylko jeden - z mieszkaniem.
Na razie pomieszkują u rodziców Mateusza w 60-metrowym mieszkaniu na Ruczaju. Takie wielopokoleniowe domy i mieszkania to w Krakowie i w Polsce standard. Ale nie z wyboru. - Pewnie, że chcielibyśmy mieć swój własny kąt, ale realia są takie, że nie ma na to najmniejszych szans - mówią.

 

- Na starcie jest naprawdę trudno - podkreśla Mateusz. - Potrzebujemy kilku lat, żeby uzbierać pieniądze na to, aby móc zacząć myśleć o mieszkaniu.
Oboje są po niezłych studiach, pracują w dużych firmach. Ale na kredyt hipoteczny w dzisiejszych realiach rynkowych nie mają szans. Podobnie jak większość młodych małżeństw w Polsce.
Funkcjonuje co prawda program socjalny "Rodzina na swoim", który od momentu gdy załamał się rynek nieruchomości, i mieszkania zaczęły tanieć, stał się prawdziwym hitem. Trudno jednak, aby jeden program miał rozwiązać poważny problem społeczny. Bo o tym właśnie mowa. Tym bardziej że na naszym krakowskim podwórku, "Rodzina na swoim" niespecjalnie się sprawdza. Taki kredyt można wziąć u nas pod warunkiem, że cena mkw. mieszkania nie przekracza limitu 5340,30 zł. Problem w tym, że to jeden z najniższych limitów w największych miastach Polski, podczas gdy mieszkania w Krakowie należą do najdroższych w kraju.

Dlatego niewiele osób może z niego skorzystać. A to znacząca pomoc, bo państwo przez osiem lat spłaca połowę odsetek kredytu hipotecznego, gdy jasne jest, że to właśnie na początku odsetki są najwyższe - z upływem lat zaczyna rosnąć rata kapitałowa, a odsetki maleją.
- Chętnie wzięlibyśmy taki kredyt, ale nie bardzo można znaleźć mieszkanie w tej cenie - mówi Mateusz.
- Rzeczywiście, w Krakowie to bardzo trudne - potwierdzają pośrednicy nieruchomości. Skoro władze nie przejmują się tak istotnym problemem, trudno się dziwić deweloperom. Ci z kolei wywindowali ceny do granic możliwości. - Ceny mieszkań w Krakowie mamy na poziomie europejskim, a zarobki o wiele niższe - mówi Krzysztof Bartuś z krakowskiego Instytutu Analiz Monitor Rynku Nieruchomości.

Na rynku trwa zastój. Lokale się nie sprzedają. A deweloperzy nie spuszczają cen. Są skłonni do negocjacji, lecz upusty nie przekraczają 10 proc., dorzucą ewentualnie jakiś garaż. I tak za mieszkanie w Krakowie wciąż trzeba zapłacić średnio 6-7 tys. złotych za mkw. Najdrożej oczywiście jest w Śródmieściu - trzeba bowiem mieć ponad 10 tys. zł. za każdy mkw., w Krowodrzy trochę mniej, bo 8 tys. zł. Najtaniej wciąż jest w Nowej Hucie - tu można kupić mieszkanie za około 6,4 tys., a poza granicami miasta trzeba średnio wyłożyć 6 tys. zł za 1 mkw.
Dlaczego wciąż tak drogo?

- Musimy mieć marżę przynajmniej 15 proc., żeby się utrzymać na rynku - tłumaczy Tytus Misiak, prezes Stowarzyszenia Budowniczych Domów i Mieszkań w Krakowie. Rozumiemy. Nikt nie chce kolejnych upadków deweloperów i kłopotów niedoszłych mieszkańców. Jednak zyski deweloperów znacznie przekraczają 15 proc. Z wyliczeń Instytutu Analiz Narodowego Banku Polskiego wynika, że prawie połowa ceny, jaką płacimy za mieszkanie, to czysty zysk dewelopera. Oczywiste jest, że deweloper prowadzi biznes po to, żeby zarobić. Dziwi jednak, że od miesięcy nie sprzedają mieszkań, a mimo to nie spuszczają cen. Aby rynek wchłonął wszystkie dostępne mieszkania potrzeba dwóch lat. No, chyba że ktoś zrobi jakiś ruch.

Głód mieszkaniowy w Polsce jest ogromny. Młode małżeństwa - jak Kasia i Mateusz - spacerując z dziećmi po mieście, widzą całe bloki i osiedla pustych mieszkań. Trudno się dziwić, że rodzą się frustracje. (źródło Barbara Sobańska Polska Gazeta Krakowska)